Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #81
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Uriah Heep JULY MORNING 1971 Look at Yourself
w BTW od: ok. 1998 (ale znałem ten kawałek na pewno już przed 1994. a przynajmniej ten główny riff, bo jak słuchałem go w pierwszym trójkowym topie, to nie rozpoznałem. A na pewno nazwy zespołu. Chociaż - z taką nazwą to nic dziwnego i oczywiście źle ją zapisałem Icon_wink2 )




(jakaś powolna wersja)

"Lipcowy poranek" to kawałek, który był w bloku komunistycznym objęty legendą i uznaniem większym chyba nawet niż na Zachodzie i trudno powiedzieć, co to sprawiło. Ale pamiętam, że mój tata i dwóch czy trzech wujków czasami nawet o nim wspominali. Nie wiem - była może jakaś polska przeróbka, która stała się popularna w latach 70-tych?

Uriah Heep, może trochę przez dziwną nazwę (lektura Karola Dickensa się kłania!), był zespołem drugiego planu jeśli chodzi o hardrocka lat 70-tych. I nigdy z niego nie wyszedł w pełni, choć raz był tego bardzo bliski. Właśnie płytą z tym kawałkiem. Opartym głównie na hammondach Kena Hensleya, przeplatanych częściach spokojnych i ostrzejszych, z długim solo gitarowo-klawiszowym (na gitarze jedyny do dziś grający w zespole, czyli Mick Box), a w końcu niekończącym się kilkunutowym głównym motywem, zapadającym natychmiast w pamięć. Taka bardzo ciężka ballada. Nie zapominajmy też o wysokim głosie Davida Byrona, który wówczas mógł spokojnie rywalizować z najlepszymi tamtych czasów, jak Robert Plant, czy Ian Gillian.

Ta płyta, trzecia w dorobku zespołu, była ich największym sukcesem, a wraz z następną "Demons & Wizards" jest powszechnie uważana za najlepsze w ich karierze.

Ciekawostka (a w zasadzie historyjka): kolega opowiadał mi, że jak był na koncercie Juriaszy w Progresji kilka lat temu, pomijając to, że dziwnie się czuł w towarzystwie głównie 40-50 latków (był tam też na Thin Lizzy i czymś jeszcze z takich zespołów), to przez cały niemal koncert ludzie koło niego w kółko krzyczeli tylko "July morning! July morning! Co jego irytowało, a zespół to już chyba na maxa. I w sumie to smutne, bo jest to kapela, która jak mało która cały czas trzyma fason i pomimo upływu lat wciąż nagrywa płyty, które dostają dobre recenzje i ma stały skład (od 1987 zmienił się tylko perkusista i to całkiem niedawno). Choć oczywiście hitami nie są, bo zdaje się że ich główny target faktycznie chce słuchać tylko "July morning", a młodzież ma swoich progresywnych czy hardrockowych idoli. Poza tym - zespół miał spory kryzys artystyczny, jak też i popularności w latach 80-tych, do których chyba nie zdołał się przystosować i nawet późniejsze dobre płyty nie spowodowały "wielkiego powrotu", charakterystycznego dla większości wykonawców którzy byli popularni u progu kariery. Może jeszcze nie nadszedł czas na ich wielki powrót?
Ale i tak - 20 parę albumów przez ponad 40 lat to nie w kij dmuchał (z tego 12 przed 1980).

Ciekawostka 2: co do tego co pisałem o popularności w demolucach. Faktycznie, moje wrażenie nie jest bezpodstawne - wyczytałem nawet, że w Bułgarii powstała w latach 80-tych związana z tym kawałkiem tradycja udawania się nad Morze Czarne, zwykle autostopem i wspólnego oglądania wschodu słońca 1 lipca. prz_rulez mógłby coś więcej na ten temat się wypowiedzieć i potwierdzić lub nie, że istnieje coś takiego jak Джулай Морнинг.

Ciekawostka 3: w "July Morning" gościnnie udziela się na Moogu (dorzucając masę różnych efektów dźwiękowych)... Manfred Mann!

Ciekawostka 4: tytuł płyty postanowiono w ten sposób przedstawić na okładce, że została ona pokryta specyficzną folią, tworzącą jakby lustro, gdzie nabywca mógł zobaczyć, może nie za bardzo wyraźnie, ale jednak swoje oblicze Icon_smile2

Blisko BTW: What Should Be Done z tej samej płyty (ale znam tylko 3 ich płyty, więc nie jestem specjalnie kompetentny jeśli chodzi o ten zespół). Często jest też wspominany utwór tytułowy, ale mnie jakoś nie bierze wystarczająco na BTW.

------------------------------------------------------------

1971 to chyba szczytowy rock dla hammonda w rocku:

Focus HOCUS POCUS 1971 Moving Waves
w BTW od: nie pamiętam w którym roku było to w NL, ale jakoś rok potem wrzuciłem do BTW. Ale kawałek znałem już dużo wcześniej, może nawet w pierwszej połowie lat 90-tych. Zapewne z jakichś audycji Manna bądź Janusza Kosińskiego




WOW! Icon_eek2 Świetna improwizacja na początek, a potem te jodłowania wykonane wzorowo! Widać też, że zespół sam miał dużo ubawu z wokali Thijsa Icon_wink2 PS. W pewnym momencie te zagrywki gitarowe przypominają mi taki polski przebój gitarowy. Skibińskiego zdaje się. Nie pamiętam tytułu, ale wiecie o co chodzi?

Przedziwny kawałek - metalowy power, sola na klawiszach i gitarze, dużo czadu, a wszystko to przeplatane wokalnymi wejściami w których mamy jodłowanie, śpiewy pseudooperowe, gwizdanie i jakieś dziwne "digitania karzełkowe". Dużo ubawu połączonego z wysokim poziomem wykonania (jakieś węgierskie skale w grze na gitarze, czy też próbka stylu rozwiniętego potem przez gitarzystów power metalowych! No i to jodłowanie! Mistrzowskie! Icon_eek2 ). Czyli rock progresywny można nie tylko na poważnie, ale też na wesoło!

I z jakim efektem! Pierwsza dziesiątka dla singla w US i UK i sukcesy w innych krajach. To były świetne lata dla takiej muzyki!

Holendrzy już raz byli w BTW, pod postacią Shocking Blue. Jak widać, przełom '60/'70 to były dla nich dobre lata, bo Focus to także holenderska grupa. Najbardziej znane nazwisko to chyba Jan Akkerman, gitarzysta.

PS. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Jeszcze raz na żywo, w studio TV, w 1973:



standing ovation absolutnie zasłużone! :oklaski:
Swoją drogą, jak sobie patrzę na to wideo, to sobie myślę: kurcze, Holendrzy mogli, a Polacy nie? Bo przecież SBB staje od razu przed oczyma z Anthimosem Apostolisem na gitarze, Piotrowskim na perkusji i Skrzekiem na klawiszach i harmonijce. Czy byli gorsi? Na pewno nie aż tak, aby być aż tak wielokrotnie mniej znani na świecie niż Focus. A może zadecydowało te kilka lat spóźnienia? W 1975 era artrocka już się kończyła, nie powstała już chyba żadna ważna płyta tego najbardziej progresywnego nurtu, wszedł on już w niszę, nadchodziła era punka, wkrótce słodkie lata 80-te, a SBB dopiero startowało jako samodzielny twór.

Blisko BTW: na tej samej płycie zespół zmajstrował jeszcze ponad 23 minutowe dzieło, Eruption, opowiadające o historii Orfeusza i Eurydyki. Tutaj 10 minutowy fragment, gdzie możemy też zobaczyć jak panowie wymiatają (takiej muzyki dużo lepiej się słucha widząc wykonawców. A na pewno jej wrogów mniej znudzi Icon_wink2 ).

Cytat:Widziałeś film Gimme Shelter dokumentujący to wydarzenie?
Tak, kilka lat temu, chyba z okazji okrągłej rocznicy, widziałem na TVP.

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
28.09.2012 11:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #82
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Nilsson WITHOUT YOU 1971 Nilsson Schmilsson
w BTW od: ok. 2002




Nilsson rzadko koncertował, stąd wideo, nie występu nagranie

Pamiętam w minimaxie, jak Kaczkowski opowiadał o takiej scenie: pierwsza konferencja Apple Corps., przed mikrofonami siedzą Lennon i McCartney. Dziennikarze pytaja Johna: "jaki jest twój ulubiony amerykański wykonawca?". "Nilsson". A twój? Paul: "Nilsson". "Kto?" "Nilsson". I tak świat dowiedział się o Harrym Nilssonie, który od 1967 (albo 68, nie pamiętam) do 1980 wydał 18 płyt, po czym zakończył karierę muzyczną, po śmierci Lennona poświęcając się m.in. walce o ograniczeniu dostępu do broni palnej.

Oczywiście - najpierw przez wiele lat myślałem, że to kawałek Marii Carey i mnie powalił. Potem, dzięki Kaczkowskiemu, poznałem "oryginał" i oczywiście umieściłem w BTW, ponieważ cover był taki sam, tyle że z żeńskim wokalem. "Oryginał", który, jak się ze zdumieniem dowiedziałem całkiem niedawno (ze 2 lata temu?), wcale oryginałem nie był, lecz coverem. Bo oryginał nagrało Badfinger i nawet dostało za niego Grammy (nie słyszałem tej wersji żeby było ciekawiej).

Zawsze jednak pozostanie to dla mnie sztandarowy utwór stylu "ballada z żeńską wokalistką dającą wokalnie czadu". Bo Harry jakoś bardzo po męsku tego też nie śpiewał, więc może mi dlatego nie przeszkadza taka klasyfikacja.

Blisko BTW: One, które zresztą też poznałem najpierw w coverze, w wersji Aimee Mann. Dzięki temu początkowi niesamowitego filmu (pomijam prolog przed napisami):



[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
28.09.2012 11:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #83
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Nieco z opóźnieniem, ale wrzucam ostatnią partię:

Janis Joplin MERCEDES BENZ 1971 Pearl
w BTW od: 2010




W tragicznych historiach hippisowskich ikon, najmniej tajemnicza jest śmierć Janis Joplin. Po prostu - heroina kupiona u dealera okazała się czystsza niż standardowa dawka brana przez Janis. W świecie, w którym narkotyki są pod kontrolą, piosenkarka może by żyła? (kupiła by dawkę w aptece) Jednak w innym świecie żyjemy.
3 dni przed śmiercią, 1 X 1970 nagrała ten kawałek. Nie wiem, czy planowano do tego dograć jakiś podkład, czy to miało tak być - niecałe 2 minutki, sam wokal Janis nabijającej sobie rytm o kolana. Schodzimy do samych korzeni bluesa, zrywamy wszelkie zasłony, jest pierwotnie i najprościej jak można.

--------------------------------------------------------------------

Emerson, Lake & Palmer PROMENADE / THE SAGE 1971 Pictures at an Exhibition
w BTW od: ok. 2004




zatem wiemy już, co robił Greg Lake po odejściu z King Crimson Icon_smile2

W zasadzie to powinienem wrzucić conajmniej całą pierwszą stronę płyty. No, ale trzeba było coś wybrać. Taki dziwny zapis, ponieważ motyw z Promenade jest rozbity na dwie części przez The Gnome i kiedy powraca, zespół do niego wplótł fragment nazwany The Sage. A ten spokojny, drugi fragment jest najlepszyi jego wrzuciłem w tym fragmencie. Spokojny głos Grega Lake'a idealnie zgrywa się z akustyczną gitarą. Bardzo lubię tą część zaczynającą się od "I carry the dust of journey", wspaniały, kojący utwór.

Rzecz poznałem w zamierzchłych dzisiaj medialnie czasach. Otóż, na początku drugiej połowy lat 90-tych w kieleckim (komercyjnym!) radiu FaMa leciała audycja (niestety, nie pamiętam tytułu, nie wiem nawet czy wtedy go kojarzyłem, czy po prostu włączałem o odpowiedniej porze), w której jakiś dobry człowiek prezentował muzykę progresywną lat 70-tych. Dzięki niemu poznałem m.in. coś więcej Crimsonów niż Epitaph (i dzięki temu ich polubiłem i zachęciłem do poznania więcej), na pewno nagrałem sobie dzięki temu kilka kawałków z drugiej ich płyty. W tych nocnych (na pewno po 22) audycjach puszczał też Emerson, Lake & Palmer. I natrafiłem także właśnie na ich interpretację "Obrazków z wystawy" Modesta Musorgskiego, rzecz którą bardzo lubiłem już wcześniej, jako muzykę poważną (orkiestracja Maurice'a Ravela super!). O samych obrazkach można posłuchać sobie w audycji Hey Joe nr 40 z 22.03.10 (ta audycja z puszki, nie dałoby rady zmieścić w godzinie na żywo bo dużo montażu było) o tutaj: http://chomikuj.pl/Miszon/RADIO+ORBIT . Interpretacja rockowa bardzo mi się spodobała, dobrze oddawała w większości oryginalny nastrój kompozycji. Aczkolwiek zespół nie przerobił całości materiału, tylko wybrał pewne jego części, te bardziej nadające się na progresywną nutę (w audycji jednak zagrałem całość, część jednak w wersjach rockowych).

Przez lata potem poszukiwałem tej płyty, niestety jeśli w ogóle były jakieś ELP (w mojej okolicy to własnie wersja "w ogóle nie ma" wchodziła w grę), to wszędzie znajdowałem "tylko" wersje live. A we fragmentach, które miałem nagrane, raczej nie słyszałem publiczności (jak w filmiku wyżej: słuchają w niesamowitym skupieniu), więc sądziłem że po prostu źle szukam. Cóż, kiedyś było trudniej Icon_wink2 . Pamiętam nawet, że w Planet Music na placu Zbawiciela (był taki sklep na Placu Konstytucji, drogo tam było, ale były różne rzadkie płyty), jakoś w 2000-2001, znalazłem z 5 płyt zespołu, ale ta też była tylko live. Wydało mi się nieprawdopodobne, by nie było czegoś tak fajnego, skoro są inne płyty zespołu. No i wtedy się dowiedziałem, że po prostu to był ALBUM KONCERTOWY. Lepiej późno niż później, ale się dowiedziałem Icon_wink2 (dopiero w 2001, na 30-lecie wydano to w wersji dwupłytowej, koncert + studio).

Ciekawostka: koncert został nagrany jeszcze przed debiutem grupy, ale wytwórnia nie chciała go wydać jako zwykły album rockowy, ewentualnie pod labelem "muzyka klasyczna", na co nie przystawała grupa, bojąc się słabej sprzedaży. Wydano go dopiero kiedy zespół zdobył większą popularność po drugim krążku, Tarkus. I okazało się, że to się jednak może sprzedać - płyta weszła do Top 10, zarówno w Stanach, jak i UK. Co zdaje się jest największym sukcesem takiego projektu - "klasyka na rockowo".

Emerson, Lake & Palmer jest często podawany jako przykład grupy reprezentującej największe grzechy rocka progresywnego - gatunku początkowo twórczo rozszerzającego granice gatunku, która po kilku latach okazała się być mocno nadwyrężona kolejnym jej poszerzaniem. Zespoły dobrnęły do pewnej ściany bardzo szybko, zapętlając się w niezrozumiałe dla szerszej publiczności i irytujące osoby nie będące fanami takiego stylu, czasem pretensjonalne, artystowskie nadambitne projekty, co spowodowało zamknięcie się w swoistej puszce. Nie szukano już nowych rozwiązań, tylko w kółko przeżuwano stare. Tytuowa progresywność gatunku okazała się jego komercyjną zgubą, a także można rzec że już do niego nie pasowała. Publiczność się zmieniała, świat się zmieniał, a art rock już nie wytyczał nowych dróg, tylko zapętlał stare. To już nie było progres, tylko staroświeckość. Progres i nowe trendy miały wyznaczać inne gatunki. Wynikało to być może z samej natury rocka - to przecież nie jest jakaś nadambitna muzyka, wciąż po prostu "zwykła" rozrywka. Kiedy za bardzo chcemy ją udziwniać, przestaje rozrywać, nie jest już sobą, odchodzi od korzeni i nie wiadomo dla kogo ma być - dla publiczności "poważnej" rock zawsze będzie zbyt płytki. Dla "rozrywkowej" - w pewnym momencie już nie bawi. A większość wykonawców gatunku nie potrafiła zdecydować, po której stronie barykady stoi i siedziała na niej okrakiem, a góry patrząc na obie grupy fanów.

To jednak nadejdzie później, teraz są szczytowe lata gatunku, jego złoty okres. Na co nawet wskazywał Robert Fripp, mówiąc że najważniejsze i najlepsze płyty progresywnego rocka powstały w latach 1971-74 (podawał tu przykłady m.in. Genesis, Yes, ELP, Pink Floyd, czy Jethro Tull), potem już nic nie było temu w stanie dorównać. I faktycznie - w 1974 King Crimson się rozpadł, Genesis postanowiło grać popowo, członkowie Yes postanowili nagrywać solowo, a potem zaczęli grać też bardziej popowo, Pink Floyd zdobyło ogromną popularność komercyjną i stało się gwiazdą, na pewno nie awangardową, ELP zawiesili działalność, a kiedy powrócili po kilku latach, już nigdy nie osiągnęli wcześniejszego statusu. Tymczasem jednak - cieszmy się tymi najlepszymi latami rocka!

-------------------------------------------------------------

John and Yoko, The Plastic Ono Band with the Harlem Community Choir HAPPY XMAS (WAR IS OVER) 1971 singiel
w BTW od: ok. 2004




filmik pokazuje coś więcej niż piosenkę, wskazując ją w szerszym kontekście, jako swojego rodzaju manifest polityczny i swoistego rodzaju performance. Swoją drogą - na niektórych fragmentach widać, że John brał heoinę i jeszcze z tego raczej nie wyszedł, choć przecież śpiewał już "Cold Turkey"...

W tamtym okresie John z Yoko potrafili nawet z piosenki świątecznej zrobić akcję polityczno-społeczną i wielki hymn ogólnoludzki. I za to szacun, nieważne jak czasami mogły się te działania wydawać naiwne. W dodatku - po latach piosenka stała się standardem także jako po prostu bożonarodzeniowa kolęda! Która niesamowicie wpada w ucho i to ciągłe "waaar is ooover" nucone w kółko w tle, zostaje mocno w głowie, powracając i powracając. Super rzecz.

Rzecz wydano na singlu w US na Święta 1971, ale zbyt późno by była przebojem na Boże Narodzenie. W UK wydano rok później i był nr 4. Ponownie wydana tam w 1980, po śmierci Lennona, poprawiła swoje osiągnięcie, zdobywając miejsce 2. A sam kawałek nawiązywał do akcji antywojennej zrobionej przez Johna i Yoko 2 lata wcześniej - widzimy to w filmiku: rozdawnictwo ulotek i plakatów, protesty przeciwko wojnie w Wietnamie.

-------------------------------------------------------------------

The Rolling Stones WILD HORSES 1971 Sticky Fingers
w BTW od: ok. 2008-9




scena z filmu Gimme Shelter, Stonesi słuchają własnej piosenki tuż po ostatecznym mixie. Jeszcze w 1969!

A dlaczego z 1969, a nie z roku wpisanego powyżej? Ano dlatego, że Stonesi w owym czasie zmieniali wydawcę, założyli własną firmę Rolling Stones Records, trwały różne zawirowania prawne i piosenka musiała leżakować aż do 1971 (podobnie "Brown Sugar"). Tutaj mała historyjka niemuzyczna - Allen Klein był naprawdę niezłym skurwysynem - w 1970 został wywalony przez zespół, który się zorientował, że gościu ich kręci (niestety, niedużo wcześniej Jagger zaproponował go Bitlom, którzy nie radzili sobie z Apple i byli blisko bankructwa jako firma, ponieważ kompletnie nie znali się na biznesie. Owszem, Klein wyprostował sprawy, ale też zaraz zaczął kombinować. Zresztą - już w konktrakcie zastrzegł sobie udziały tylko w zyskach, w przypadku strat był kompletnie czysty). Ale jak tylko został wywalony, to jeszcze raz ich wkręcił - ponieważ muzycy mieli udziały w brytyjskiej firmie Nanker Phelge Music, założył w Stanach firmę Nanker Phelge US i sprawił, że przekazali jej prawa do wszelkiego wcześniejszego materiału. Z racji, że sądzili, że to po prostu amerykański oddział firmy którą znali, zgodzili się bez oporu. Późniejsze procesy ciągnęły się całe lata, a aż do początku tego wieku niektóre z płyt zespołu z lat 60-tych były bardzo trudne do zdobycia na CD.

Ale wracajmy do muzyki: lata 1969-73 to chyba szczytowy okres zespołu, który jak dla mnie potem w większości odcinał kupony i przetwarzał na nowo stare motywy, nie tworząc wiele ciekawej muzyki. W każdym razie - o ile dobrze pamiętam, nie mają w BTW żadnej piosenki z późniejszego czasu. A piosenka? Jak to mówił Jan Borysewicz opisując "Wciąż bardziej obcy": "bo każdy zespół musi mieć swoje Wild Horses". Zatem mamy tu chyba najspokojniejszą balladę w karierze zespołu, stworzoną wspólnie przez Richardsa i Jaggera. Plotki głosiły, że to o Marianne Faithfull, ale Mick zaprzeczał, że to już było dawno koniec z nimi, więc niemożliwe. Prawdopodobnie znana jest moja ogólna niechęć do Stonesów, ale muszę przyznać, że to im się udało. Kiedyś zachwyciła mnie jakaś inna wersja tego nagrania w ich wykonaniu, niestety nie wiem cóż to była za wersja i pozostaje mi tylko mieć ją w pamięci, bo jednak oryginał jest nieco gorszy.

Ciekawostka: na pianinie gra sesyjny muzyk, Jim Dickinson, bo Ian Stewart odmówił gry, twierdząc że jest za dużo akordów molowych, których on nie lubi grać Icon_lol .

------------------------------------------------------------------

Ostatni z "zapomnianej dziesiątki" kawałków, które dopiero w 2012 dopisałem do BTW:
The Who BABA O'RILEY 1971 Who's Next
w BTW od: 2012




Kawałek nie znalazł się wcześniej z tego prostego powodu, że... nie wiedziałem jaki to ma tytuł... Miałem to nagrane z minimaxu, Kaczor nie wiem czy zapowiedział, czy może jak to on - nie zapowiedział. A może po prostu nie sczaiłem, że to co powiedział może być tytułem piosenki, bo "Baba O'Riley" nie brzmiało jak tytuł? Miałem zatem to nagrane na kasecie, ale bez tytułu, po prostu jako The Who. Potem jakoś przewinął mi się ten tytuł bo kiedyś to jeszcze słyszałem w radio, ale jakoś nie potrafiłem zapamiętać. I dopiero kiedy zauważyłem, że coś mi w BTW brakuje The Who, od razu przyszedł mi do głowy ten numer, przeszukałem ich największe przeboje (bo wydawało mi się, że to musiało być coś ważnego, skoro Kaczor to grał Icon_smile2 ) i trafiłem na ten właściwy. No i masz babo placek, jak to powiedział wtedy pan Piotr. Baba w Topie? Ano jest!

Uwagę zwraca przede wszystkim ten dziwny wstęp, na jakimś syntezatorze, przynoszący na myśl późniejsze zabawy speców od elektronicznej muzyki, czy chociażby Pink Floyd w "On the run".

Wg. słów autora, Petera Townsenda (chociaż większość kawałka śpiewa Roger Daltrey), piosenka opowiada o jego przeżyciach związanych z występem zespołu na Woodstock i ogromnym wrażeniu, jakie zrobił na nim widok "kompletnej degrengolady masy nastolatków kompletnie na odlocie, niemal wszyscy wokół na kwasie, w wyniku używania którego ze 20 osób doznało uszkodzeń mózgu. W dodatku - zamiast się tym martwić, wszyscy zrobili z tego święto". Stąd te słowa "Teenage Wasteland" w piosence. Co było też roboczym tytułem kawałka.

Rzecz miała być początkową częścią nowej rock-opery, jaką zespół planował nagrać po "Tommy", o tytule "Lifehouse". Projekt zarzucono, ale niektóre utwory z niego znalazły się na kolejnej płycie zespołu, czyli właśnie "Who's Next". W tym ten, który miał zaczynać "Lifehouse", ale w takim razie zaczynał "Who's Next". W projekcie miały to być słowa śpiewane przez szkockiego rolnika Raya, który miał zabrać swą żonę Sally i ich dwoje dzieci do Londynu, w podróż za chlebem. Na pomysł umieszczenia pod koniec solówki na skrzypcach, utrzymanej w folkowym stylu, wpadł perkusista Keith Moon. Na koncertach, co widać też w tym wideo, zamiast tego była solówka na harmonijce ustnej.

Ciekawostka: tytuł, który sprawił mi tyle problemów przez swą dziwność, wziął się od komplilacji dwóch nazwisk: Meher Baba i Terry Riley. To panowie, którzy muzycznie i "filozoficznie" zainspirowali piosenkę. Ten pierwszy to hinduski mistyk i nazwijmy to filozof, który m.in. przez ponad 30 lat porozumiewał się ze światem bez słów, a pod koniec życia, pod koniec lat 60-tych, mocno polemizował z kulturą narkotyków halucynogennych promowaną przez filozofów hippisowskich. Ten drugi to muzyk współczesny z kręgu minimalizmu, inspirujący się też jazzem i muzyką hinduską. Ten syntezatorowy wstęp, o którym wspominałem, jest inspirowany właśnie jego muzyką.

Ciekawostka 2 (i to naprawdę ciekawa!): w ramach projektu "Lifehouse" rozważano taką sytuację, żeby w trakcie koncertu wyciągać jakąś osobę z widowni na scenę, podłączać ją do specjalnego urządzenia, które zbierałoby jej funkcje życiowe, przepuszczało przez odpowiedni syntezator i odtwarzało jako muzykę. Projekt wówczas zbyt ambitny, ale po latach, w erze internetu (który w jakimś sensie został przewidziany w fabule "Lifehouse", w której ludzie w erze zanieczyszczenia środowiska, zamknięci w swych domach, buntują się przeciwko "siatce" sterującej ich potrzebami i uciekają na odludzie, gdzie organizują spontaniczny koncert, osiągając wreszcie oczyszczenie), w pewien sposób zrealizowany - można było przesłać swoje zdjęcie na specjalną stronę, a odpowiednie oprogramowanie przetwarzało je na dźwięki.

-------------------------------------------------------

Jeszcze jedno The Who. I ostatni kawałek z 1971, niezwykle licznego tu roku (20 lat trzeba będzie czekać na liczniejszy o ile dobrze liczę).
The Who BEHIND BLUE EYES 1971 Who's Next
w BTW od: ok. 2006




koncert w Charlton

Sądzę, że to największy przebój zespołu w latach 70-tych. Znałem go już wcześniej, ale dopiero wersja Sheryl Crow ze składanki Tribute to The Who mnie zachwyciła i dopiero wtedy zwróciłem na niego większą uwagę. Niewykluczone, że bez Sheryl ten kawałek w ogóle by się nie znalazł w BTW.

To był drugi singiel z płyty. Pod koniec kawałka pojawia się motyw, który występuje także w innym utworze z krążka - "Won't Get Fooled Again" (długas na sam koniec płytki). Niewykluczone, że jest to też pozostałość tego, że miał to być koncept album, rock-opera.

Kiedy pisałem o Bonhamie, zwróciłem uwagę na to, że Zwierzak z Muppetów był wg. mnie inspirowany dwoma perkusistami, z czego jednym z nich był Bonham. Tym drugim był Keith Moon. Człowiek-demolka, który niszczył hotelowe kible, pokoje, telewizory, nawet własne mieszkanie i własny hotel (na koncert w Charlton, który tu widzimy wyżej, wparował robiąc dziurę w dachu budynku Rotfl ), czy samochód. W pewnym momencie lekarze zdiagnozowali u niego coś, co się nazywa osobowością chwiejną emocjonalnie typu pogranicznego (można sobie poczytać objawy tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowość_c...borderline - jak nic, idealnie pasuje jak się o nim czyta). Przez to zespół miał zakaz wstępu do większości znanych sieci hoteli, a np. kiedy grali w Nowym Jorku, to musieli spać poza miastem, bo ŻADEN hotel w mieście nie chciał ryzykować ich wizyty!Człowiek, który przez lata leciał w paszczę śmierci, nie potrafiący zaznać chwili spokoju. I świadomy tego, co mu grozi (kiedy Ringo Starr, zmartwiony tym, co się dzieje z Keithem, powiedział mu, że jeśli tak dalej będzie żył, to wkrótce umrze, Keith odpowiedział: "Taaak, wiem"). I jak to wszystko się łączy: w 1978, ostatniego dnia swojego życia, Keith był ze swoją narzeczoną, pewną szwedzką modelką, na imprezie u McCartneyów z okazji premiery filmu o Buddy Hollym. Potem wrócił do mieszkania, który wynajmował od Harry'ego Nilssona. Poprosił dziewczynę o jajecznicę, a kiedy ta mu odpowiedziała, żeby sam sobie zrobił, coś tam jej odburknął i zaszył się w pokoju. Wziął kilkadziesiąt tabletek, którymi leczył się z nałogu alkoholowego (lekarz, który mu je przepisał, nie znał go na tyle dobrze, by wiedzieć że ryzykowne jest dawać mu butelkę z tak dużą ilością tabletek) i wskutek tego zmarł (ale sekcja wykazała, że tylko 6 z nich zdążyło się rozpuścić w żołądku w momencie kiedy zmarł, reszta nie zadziałała. Tyle, że ten lek zmieszany z alkoholem był groźny już po 3 tabletkach DZIENNIE, a nie naraz).
Czyli historia Keitha skończyła się tak, jak miała się skończyć. Czyli smutno. Miał zaledwie 32 lata...

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #84
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Kolejny numer, który chyba na zawsze będzie mi się kojarzył z pewnym wydarzeniem:
Johnny Pearson and His Orchestra SLEEPY SHORES 1972 Sleepy Shores
w BTW od: 2011




...bo datowo to kilka dni temu. Ale weekendowo - to był poniedziałek 3 lata temu, kiedy doszła do mnie pewna wstrząsająca wiadomość...

Utwór pewnie znalazłby się kiedyś i tak w BTW bo jest piękny. Ale jest też okropny, bo znalazł się w BTW zbyt szybko... z powodu tej właśnie wiadomości. Zawsze emocje. Zawsze.

Bo trawa była zieleńsza, światło jaśniejsze, przyjaciele dookoła...
...poznać człowieka osobiście na kilkanaście godzin i wiedzieć, że już więcej się go nie zobaczy, podobnie jak jego bliscy... trudne przeżycie.

-------------------------------------------

Czas na wielką płytę. Z tych największych. Zaczyna się ona tak:
Deep Purple HIGHWAY STAR 1972 Machine Head
w BTW od: ok. 1997





Idealny otwieracz krążka, idealny otwieracz koncertów. Przy okazji - niejako zdefiniowanie nowego gatunku muzyki, bo nie dość że mamy tutaj do czynienia bardzo często już nie z hard rockiem, ale już heavy metalem, to w tym przypadku możemy mówić konkretniej o czymś, co później nazwano speed metalem (zdaje się, że wszyscy wykonawcy tego kręgu inspirowali się tym utworem i pewnie niemal wszyscy od niego zaczynali swoje próby grania). Lokomotywa rusza od razu pełną parą, słyszymy nawet jak gwiżdże jej gwizdek parowy (pierwsze wejścia organów Jona) i nie daje popuścić do samego końca. Autostrada rzeczywiście mknie pod kołami z szybkością zdecydowanie przekraczającą dozwoloną. Wspaniała energia i gęstość kawałka, 2 świetne solówki - ta organowa inspirowana podobno jeśli chodzi o progresję akordów jakimś kawałkiem Bacha, ta gitarowa z moim ulubionym fragmentem całego kawałka (na tym wideo od: 4:23) i z klasyczną i wzorcową dla przyszłych gitarzystów "przeplatanką tremolową" Ritchiego, naśladującą to, co wcześniej robił na organach Jon (tutaj nie ma, ale w mboxie do posłuchania wersja studyjna), te "bomby" akordowe rzucane przez Jona pomiędzy wywrzeszczane przez Iana: (bum!) "I love her" , (bum!) "I need her!", (bum!) "I see her!", (bum! bum! bum!)". Świetne.

Ciekawostka: kawałek powstał niejako "na zamówienie". W 1971 podczas wywiadu pewien reporter spytał jak powstają ich piosenki (dobrze, że nie trafił na Kazika Icon_wink2 ). Odpowiedzieli, trochę dla żartu: "Ano, tak!", po czym Ritchie chwycił gitarę i zaczął grać G, a Ian zaimprowizował jakiś tekst. Kawałek szybko wszedł do programu ich koncertów, zanim jeszcze wyszedł na płycie, Ian często zmieniał tekst w czasie występów (nawet na oficjalnym wideo improwizuje!).

---------------------------------------

Deep Purple SMOKE ON THE WATER 1972 Machine Head
w BTW od: ok. 1997




Jon Lord opowiada tu też trochę o tym kawałku

Riff, który został zajechany przez wszystkich gitarzystów świata i którego nie wolno grać w sklepach z gitarami (zdaje się, że jeszcze tylko Stairway to Heaven i Nothing Else Matters doznały takiego zaszczytu). Wokal, który (podobnie jak w Highway Star zresztą) stał się wzorcowy jeśli chodzi o brzmienie dla pokoleń wokalistów heavy metalowych. No i klasyka stylu Deep Purple - idealnie przeplatające się partie gitary i hammonda. Potęga brzmienia, która pozwoliła zespołowi zyskać miano nagłośniejszego na świecie (w księdze rekordów Guinessa nawet zdaje się są umieszczeni, bo na ich koncertach jest najwięcej decybeli).

I ta słynna historia o spaleniu się kasyna w Montreaux wkutek koncertu zespołu Franka Zappy, co Purple obserwowali ze swojego hotelu po drugiej stronie Jeziora Genewskiego, opisana w tekście. A było to tak:

We all came out to Montreux
on the Lake Geneva shoreline. (zespół pojechał nagrywać nową płytę w Szwajcarii, w Montreaux nad Jeziorem Genewskim)
To make records with the mobile, (pożyczył przenośne studio od Rolling Stonesów, nazwane Rolling Stones Mobile Studio)
we didn't have much time. (ano nie mieli Icon_wink2 )
Frank Zappa and the Mothers
were at the best place around. (Mothers of Invention koncertowało w tym czasie w mieście w największym klubie)
But some stupid with a flare gun
burned the place to the ground. (w czasie koncertu ktoś z publiczności zapalił flarę i cisnął ją do góry. Zapalił się ratanowy sufit i cały budynek spłonął)

Smoke on the water and fire in the sky,
smoke on the water.

They burned the gambling house, (klub znajdował się w Montreux Casino)
it died with an awful sound,
and Funky Claude was running in and out
pulling kids out the ground. (Claude Nobs, szef festiwalu jazzowego w Montreux, pomagał ratować publikę)
When it all was over we had to find another place.
But Swiss time was running out,
it seemed that we would lose the race. (zespół został ze sprzętem do nagrywania, ale miejsce w którym miał to czynić, doszczętnie spłonęło)

Smoke on the water and fire in the sky,
smoke on the water.

We ended up the Grand Hotel
It was empty cold and bare.
But with the rolling truck
stones thing just outside, yeah !
Making our music there.
with a few red lights a few old beds,
we made a place to sweat. (ostatecznie udało się zaadoptować nieprzyjemne wnętrza Grand Hotelu i tam nagrać prawie całą płytę. Prawie, bo poza utworem Smoke on the Water)
no matter what we got out of this.
I know, I know we'll never forget. (nie było łatwo znaleźć nową miejscówkę, pomagał im szczególnie Nobs. Np. kiedy udało się znaleźć inne miejsce, po nagraniu jednego kawałka zespół musiał się wynosić z powodu protestów sąsiadów zirytowanych hałasem)

Smoke on the water and fire in the sky,
smoke on the water.


Ciekawostka: tytuł przyśnił się basiście, Rogerowi Gloverowi i pierwotnie miał to być kawałek o narkotykach. Jednak niedawne zdarzenia sprawiły, że stało się zupełnie inaczej.

Ciekawostka 2: piosenka ma swój "pomnik" w Montreaux (niedaleko pomnika Freddiego). Jak może wyglądać pomnik piosenki się zastanawiacie? Ano tak:
[Obrazek: 3093892.jpg]
(troszkę zarósł...)

--------------------------------

Mieliśmy początek pierwszej i początek drugiej strony płyty. Teraz kawałek, który następuje zaraz po Smoke on the Water:
Deep Purple LAZY 1972 Machine Head
w BTW od: ok. 2004




koncert z Kopenhagi z 1972

Nie wiem, czy nie mój ulubiony Purple z tej płyty. Najbardziej bluesowy z tych 3 numerów. Wręcz klasyczny blues, tyle że szybki, raczej w stylu lat 50-tych niż 70-tych, odstający od metalowego czy hardrockowego stylu poprzednich 2 utworów. Znowu świetna zabawa między gitarą i organami, wokal tym razem mało się udziela i w zasadzie niewiele zapodaje, ale Ian dodatkowo się udziela na harmonijce, jeszcze zwiększając bluesowość nagrania.

Dopiero teraz zauważyłem, że to najdłuższy numer na płycie. Który w dodatku na koncertach był przedłużany nawet do 10 minut. Ale - absolutnie tego nie czuć, rzecz płynie gdzieś poza czasem i wciąga nas w swój wir szalonej bluesowej zabawy. Stanowczo - słuchając jego trudno być "lazy" i "stay in bed"!

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #85
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Thin Lizzy WHISKEY IN THE JAR 1972 singiel
w BTW od: ok. 1998




Kawałek wszedł do BTW nieco wcześniej niż przebojem stała się wersja Metalliki. Która zresztą jest niemal taka sama, tyle że mocniejsza, z większym wykopem. Owszem, może i fajniejsza, ale to jednak Thin Lizzy uczynili z tego ludowego przeboju rockowy przebój. Zresztą, trochę wbrew woli zespołu, który oponował przed wydaniem tego na singlu, uważając że nagranie nie reprezentuje ich stylu. W sumie mieli rację, ale wyszło na to że był to ich pierwszy wielki przebój, a kawałek w ich stylu wydany jako kolejny singiel, nie wyszedł poza Irlandię.

Lubię tekst tego kawałka i lubię go sobie grać, fajna historyjka, choć może dość mroczna w wymowie, to jednak ma w sobie coś zabawnego, taką ludową zawadiackość bym rzekł. Rzecz pochodzi tak w ogóle z XVII wieku i opowiada o słynnym wówczas bandycie, Patricku Flemingu, skazanym na śmierćw 1650. Taka "więzienna ballada" można by powiedzieć. W formie zbliżonej do współczesnej została spisana w Stanach w połowie XIX wieku. Z kolei wersja znana popkulturze (nagrana przez zespół The Dubliners w latach 60-tych), została spisana na podstawie wersji irlandzkiej z około 1870 (możliwe, że ze zmianami, bo uczynił to pewien badacz kultury ludowej Irlandii, który spisał to z pamięci. Pieśni nauczyła go jego matka).
Najsłynniejszą chyba jednak już zawsze pozostanie wersja Thin Lizzy.

Ciekawostka: zależnie od regionu w którym to śpiewano, w tekście występują różne nazwy, od miejscowości irlandzkich, po te z południa czy wschodu USA (śpiewano ją tam, gdzie występowało irlandzkie osadnictwo rzecz jasna). Rockowe wersje też mają różne teksty - z tych bardziej znanych, to np. Grateful Dead śpiewali nie o Cork and Kerry, tylko Kill Dara Mountains, nie o kapitanie Farrellu, lecz poruczniku Pepper. The Dubliners tylko o Kerry, bez Corku.

--------------------------------------------------------------------

Dość często zdarzają się w BTW B-side'y. Które okazały się słynniejsze od stron A singla. To kolejny z nich:

Elvis Presley ALWAYS ON MY MIND 1972 SP: Separate Ways
w BTW od: około 1999, ale w zasadzie to mógłby być już od lat 80-tych, a potem po prostu Elvisa nie uwzględniałem w ogóle przy Topie. W sumie nie wiem dlaczego. Jak uwzględniłem, to jako pierwszy wpisałem ten kawałek




Stroną A tego singla było Separate Ways, ale to B zyskało nieśmiertelność i dużo większą sławę. Niewykluczone, że także dzięki wersji Pet Shop Boys z lat 80-tych. W sumie to nawet nie wiem, którą z tych wersji poznałem jako pierwszą, bo to było zapewne w podobnym czasie. Ale, żeby było zabawniej, przez całe lata nie miałem świadomości, że to jest jeden kawałek Icon_mrgreen . Zorientowałem się tak naprawdę jakoś pod koniec XX wieku, kiedy w ogóle mi się przypomniało, że był taki zespół w latach 80-tych, który wówczas lubiłem (choć oczywiście nie znałem wówczas nazwy). Do tego momentu w mojej świadomości było chyba tylko "Polskaaa, biało-czer..." yyy... to znaczy "Go West" (wtedy, w XX wieku, nie znane jeszcze pod tym polskim tytułem Icon_wink2 ), a potem Hello Spaceboy z Bowiem, ale to bardziej jako Bowie. Jak się zorientowałem, to wtedy mi się przypomniało kilka ich utworów, w tym ten w którym rozpoznałem dopiero wtedy Presleya. To było około 1998-9. Ale to jest inna historia, wróćmy do Elvisa.

To był już zupełnie inny Elvis niż w latach 50-tych. Kolejną dekadę spędził na nagrywaniu kiepskich filmów, oddał w zasadzie bez walki pole popularności wśród młodzieży dla nowej generacji muzyków, którzy przecież niejednokrotnie mówili, że się im inspirowali. Potem dyskontował swoją popularność zaszywając się na całe lata w kasynach w Las Vegas, gdzie tworzył styl tamtej kiczowatej kultury. Owszem, nadal odnosił wielkie sukcesy komercyjne, wydaje się jednak że większość jego słuchaczy stanowiła starsza publiczność, ta dorastająca w latach jego pierwszych sukcesów. Był żywą legendą i pomnikiem, którego nikt nie śmiał tknąć, ale artystycznie trzeba przyznać że pozostał w dawnej epoce, stworzono mu odrębny świat, żył za lukrowaną szybą, spoza której nikt nie próbował go wyrwać, a on sam otumaniony przez leki i znudzony życiem, nie był w stanie. Pan i władca, któremu wszyscy przyklaskują i nie ośmielają się sprzeciwić ale też dać dobrej rady.

W książce "Seks, narkotyki i czekolada" Paula Martina, o której już na forum wspominałem, historia Elvisa jest wymieniona jako jeden z przykładów, archetypów można by rzec, ludzi ogarniętych jakimiś nałogami (w rozdziale "Król". Inni to np. Janis Joplin - oczywiście jako "Perła", Errol Flynn, Jim Morrison, czy jakiś XVII-wieczny hedonista). Jest tam nawet opisany fragment sekcji jego zwłok (z którego można się domyśleć, że zmarł w dość prozaiczny, ale mało romantyczny sposób - w wyniku zatwardzenia spowodowanego wieloletniem braniem opioidów, na sedesie, nie wytrzymało serce kiedy próbował zrobić kupę). Elvis jest przedstawiony w relacjach znajomych jako człowiek, którego pośrednim powodem śmierci była... nuda. Gonił za rozrywką, życie niezmiernie go nudziło, robił wszystko by zabić nudę, ale kiedy w końcu wszystko miał, nuda nie znikała. I dlatego uzależnił się od leków uspokajających, które jakoś powstrzymywały jego nadaktywność, to dlatego cierpiał na bezsenność (co spowodowało uzależnienie od leków nasennych, które miały w swoim składzie opioidy), to dlatego pasjami pożerał niesamowite ilości jedzenia, szukając w nim nowych podniet (co spowodowało otyłość i problemy z sercem), etc.

Ale w 1972 nadal potrafił wspaniale zaśpiewać cudowną piosenkę, o dobrym tekście i wchodzącej w głowę melodii. Napisaną przez muzyków country i najpierw nagraną przez Brendę Lee (w tym samym 1972). Czyli nadal Elvis potrafił komuś "ukraść przebój", jak ukradł dawniej Big Mamie Thornton, Carlowi Perkinsowi, czy Chuckowi Berry'emu. Myślę, że to mój ulubiony utwór Elvisa.

-----------------------------------------------------------------------

David Bowie ZIGGY STARDUST 1972 The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
w BTW od: ok. 2009




ze słynnego występu w 1973 w Hammersmith Odeon w Londynie
David Bowie, człowiek wielu wcieleń, twarzy, strójów i wielu stylów muzycznych, tym razem staje się przybyszem z Marsa, rockowym muzykiem który przeżwa na Ziemi swój wzlot i upadek. Taki sobie koncept album wymyślił David i go dokładnie zrealizował, tworząc z Ziggy'ego swoje alter ego, zarówno na scenie, jak i poza nią. Bo bohaterem piosenek całego albumu jest komiksowa postać o nazwisku Ziggy Stardust. Oto jak całą historię opowiadał sam Bowie (fragmenty wywiadu z "Rolling Stone"):

Zostało 5 lat zanim nastąpi koniec świata. Ogłoszono, że stanie się to z powodu braku surowców naturalnych. Tymczasem wszystkie dzieciaki żyją w przekonaniu, że mają dostęp do wszystkiego, czego tylko zapragną, bo starsi ludzie stracili kontakt z rzeczywistością i dzieciaki są zostawione same sobie, plądrując co tylko zechcą. Ziggy grał w zespole rockowym, ale dzieciaki już nie potrzebują rock-and-rolla. Zresztą, nie ma prądu, by go wykonywać. Doradca Ziggy'ego mówi mu, by zbierał wszelkie wieści i śpiewał o nich, ponieważ nie ma przepływu informacji i nikt nie wie, co się może stać. Więc Ziggy postanawia iść za jego radą (o tym jest piosenka "All the young dudes". To nie jest hymn o młodych ludziach. To coś zupełnie odwrotnego). Koniec nadchodzi wraz z pojawieniem się "nieskończonych". Tak naprawdę to są czarne dziury, ale przedstawiłem je jako ludzi, ponieważ bardzo trudno byłoby śpiewać o czarnych dziurach na scenie i przedstawić je sensownie.
We śnie, "nieskończeni" doradzają Ziggy'emu by napisał o człowieku z gwiazd, więc pisze piosenkę "Starman", która przekazuje pierwszą dobrą wiadomość, jaką ludzkość słyszała od dawien dawna i ludzie wysłuchują jej z radością, przekazując dalej. Ziggy opowiada o niezwykłych ludziach z kosmosu, którzy nadejdą by uratować Ziemię. Przybędą wykorzystując do skoków nadprzestrzennych owe czarne dziury. Ludzie z gwiazd pojawiają się w okolicach Greenwich Village. Nie dbają o świat, bo nie ma on dla nich żadnego sensownego pożytku. Po prostu skoczyli do nas poprzez te czarne dziury, gdyż ich całe życie to podróżowanie w ten sposób pomiędzy światami. W czasie występu na scenie, jeden z nich przypomina Marlona Brando, inny to Black New Yorker. Innego nazwałem Queenie, the Infinite Fox. Wówczas Ziggy zaczyna wierzyć i rozumieć to wszystko o czym śpiewał, widzi że to wszystko się spełnia i uważa siebie za proroka przyszłości. Wynosi siebie na nieprawdopodobny poziom duchowości i jest utrzymywany przy życiu przez swych uczniów. Kiedy przybywają "nieskończeni", gryzą Ziggy'eg by uwierzył że są prawdziwi, ponieważ w swej pierwotnej postaci są antymaterią, która nie może istnieć w naszym świecie. I rozrywają go na kawałki podczas występu na scenie, w trakcie piosenki "Rock 'n' roll suicide". Kiedy tylko Ziggy umiera na scenie, "nieskończeni", żywiąc się jego ciałem, staja się widzialni."

Trochę to chaotycznie wyszło, częściowo pewnie z powodu tego, że tłumaczyłem bez jakiejś dogłębnej analizy i korekty lingwistycznej, a częściowo dlatego że są to porwane fragmenty opowieści Davida. Ale tak czy inaczej - historyjka robi wrażenie jak na rockową płytę Icon_smile2 . W dodatku - świetny jest ten riff na początku (a całość ogólnie przypomina w stylu Queen z okresu "Killer Queen").

To ostatni Bowie z lat 70-tych w BTW. Zapewne głównie jest to spowodowane tym, o czym pisałem już wcześniej (nie wiem, czy tu) - znałem dawniej głównie jego przeboje z lat 80-tych i nie przypadły mi one do gustu. Co sprawiło, że nie chciało mi się sięgać po jego wcześniejszą twórczość, której w ogóle nie znałem - Space Oddity poznałem dopiero w 2009, ten kawałek co prawda wcześniej, bo jakoś około 2003-4 (Trójkowy Express to uczynił, w czasach kiedy leciał jeszcze popołudniu, nie wieczorem). Ale i tak zapomniałem o tym kawałku i przypomniało mi go dopiero Guitar Hero (najpierw znałem część drugą, czyli w 2007 zdaje się, dopiero jakoś z rok później kawałki z jedynki usłyszałem), gdzie zresztą było w coverze (bardzo naśladującym co prawda oryginał, ale jednak w coverze) bo dopiero od 3 czy 4 części wrzucali tam oryginalne wykonania (jak zarobili na nie kasę Icon_wink2 ).

Ciekawostka: inspiracją dla postaci Ziggy'ego, poza komiksami (wymienia się głównie Legendary Stardust Cowboy) była postać rzeczywistego muzyka rockowego, Vince'a Taylora, popularnego głównie we Francji na przełomie lat 50-tych i 60-tych, występującego z zespołem The Playboys. W czasach, kiedy poznał go Bowie, Vince był już po załamaniu psychicznym, spowodowanym zapewne spadkiem popularności i nałogiem (głównie LSD i alkohol). W wyniku jego, muzyk uważał się za łącznika pomiędzy Bogiem a istotami z kosmosu, który przybył na Ziemię, aby pomóc ludzkości. Zresztą, sam Taylor często zmieniał swoją historię, czasami nawet uważając się za reinkarnację jednego z apostołów (co oświadczył w czasie jednego z koncertów). Ale w połowie lat 70-tych wrócił do śpiewania i nawet częściowo wykorzystał swoją szansę, koncertując i nagrywając pod koniec lat 70-tych. Ostatnie lata spędził w Szwajcarii, pracując jako mechanik samolotowy i w wielu wywiadach mówił, że to są najszczęśliwsze lata jego życia. Zmarł na raka w 1991.

-------------------------------------------------------------------

Idealnie, że zaraz po Bowiem, bo...

Lou Reed PERFECT DAY 1972 Transformer
w BTW od: ok. 2009




.... bo tak się składa, że album Transformer był współprodukowany przez Davida Bowiego, który postanowił pomóc Lou Reedowi odnieść komercyjny sukces. Którego ten nie mógł się doczekać. Bo przecież należy pamiętać o tym, że choć The Velvet Underground są teraz wymieniani jako jeden z ważniejszych zespołów rockowym (a "płyta z bananem" jest objęta niesamowitym kultem i ogólnie poważana), to na początku lat 70-tych rozpadli się właśnie głównie z powodu braku sukcesu komercyjnego (PS. zespołu nie ma w BTW bo albo do nich jeszcze nie dorosłem, albo po prostu jest to dla mnie zbyt dziwne i za surowe, szczególnie jak na tamte lata. Może jakby to ostrzej zagrali, po punkowemu, to owszem. Ale że jeszcze na punk trzeba było czekać prawie 10 lat, to jakieś takie pitu-pitu momentami. Owszem, tekstowo nawet ciekawe, ale ogólnie taka mocniejsza wersja Dylana. Czyli - słuchać wolę w cudzych wersjach Icon_twisted ). Solowego Lou też nie szło lepiej.

W sumie nie dziwię się Bowiemu, bo Lou to też taki muzyczny wariat i dziwak, który np. nagrał płytę całą składającą się z dźwięków puszczanych od tyłu (w dodatku - głównie sprzężeń!). Nawet z wyglądu trochę kosmita, czyli niewątpliwie bratnia dusza dla Davida Icon_wink2 . Człowiek w ogóle próbujący różnych dziwnych rzeczy i w sumie nie zdziwiło mnie, jak się dowiedziałem że ożenił się z Laurie Anderson kilka lat temu Icon_wink2 . Próbował oczywiście nie tylko muzycznie, także szerzej artystycznie. I nie tylko artystycznie, bo także narkotykowo. Stąd też po pewnym czasie ten kawałek przestano interpretować jako piosenkę śpiewaną dla kobiety, a raczej postrzegano jako piosenkę śpiewaną dla narkotyku. Najczęściej - heroiny (o której Lou śpiewał już wcześniej, zupełnie bezpośrednio, w The Velvet Underground). I tutaj kolejne moje zetknięcie z tym utworem, wcale nie pierwsze lecz trzecie - w filmie Trainspotting, który dał przebojowi kolejne pokolenia fanów.

Sądzę, że to jego największy przebój, który też poznałem najpierw w coverze. Bo moje dwa pierwsze z nim zetknięcia to najpierw Duran Duran. I to był chyba ich pierwszy kawałek jaki w ogóle poznałem żeby było zabawniej. To znaczy - znałem nazwę, ale wtedy w 1995 nie potrafiłem to podpiąć pod żaden kawałek. Podobnie jak z PSB trochę. Ale nie do końca, bo PSB lubiłem nie znając nazwy, ale DD nie wydaje mi się. A potem w wersji, w której Lou śpiewał to z całym gronem różnych artystów, z racji jakiejś charytatywnej akcji BBC. Do czasów płyty "The Raven" był to jedyny mi znany jego kawałek.

Ciekawostka: kiedyś na angielskim poznałem słowo "lurid". Zastanawiałem się wówczas, czy przypadkiem Lou nie wziął pseudonimu od tego słowa Icon_wink2 . Ostatecznie wyszło, że Reed to jego prawdziwe nazwisko, ale w sumie może jest w tym jakaś prawda?

Lou ma jeszcze w BTW jeden numer, a jeden może nie bardzo blisko BTW, ale gdzieś tam w tle. Już totalnie niepiosenkowy, ciężki, męczący, zdecydowanie bardziej w jego stylu niż słodziutkie "Perfect Day". To Like a Possum z 2000. Może do momentu aż zaprezentuję tą część BTW już w nim będzie, ale na obecną chwilę wpisuję go tutaj, może też dla pamięci własnej. Ostrzegam: ponad 18 minut! Oczywiście - poznany dzięki minimaxowi (bo gdzie indziej można takiego długasa usłyszeć?)

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #86
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Ostatnie 2 utwory w tej części BTW:

Eagles DESPERADO 1973 Desperado
w BTW od: ok. 2006




Pewnie dlatego się tu znalazło, bo to jedyna płyta zespołu, jaką posiadam. Płytka koncepcyjna opowiadająca historię gangu Daltonów, dlatego też głównym motywem jej jest "Doolin-Dalton", pojawiające się tam aż w 3 wersjach (na początku w zwykłej, w środku jako instrumentalny krótki popis, na końcu jako repryza gdzie jest on połączony właśnie z Desperado. W tym ostatnim fragmencie fajnie wykorzystali pewne podobieństwo obu kawałków (szczególnie "we were Doolin, Doolin-Dalton" do refrenu "Desperado" dobrze pasuje). Dla ciekawych jak to brzmi: tutaj). Klasyczna fortepianowa ballada, a że jak wiadomo to mój ulubiony instrument, to miała łatwą drogę to Topu Icon_smile2 . Napisali to Don Henley i Glen Frey. Don pięknie śpiewa, Glenn takoż gra an fortepianie. Rzecz świetnie kończy pierwszą stronę płyty.

Ciekawostka: choć numer nie był nigdy na singlu, to znajduje się w większości kompilacji przebojów zespołu.

Ciekawostka 2: dopiero pisząc tego posta skasowałem The z nazwy zespołu. No, ale tak już się w Polsce przyjęło (zapewne przez Niedźwiedzia Icon_wink2 ), że mówimy zawsze The Eagles, a nie Eagles. Jednak rzut oka chociażby na tą płytę (widać w wideo okładkę) niestety rozwiązuje sprawę na niekorzyść 98% prezenterów radiowych w naszym kraju (i pewnie w związku z tym 99% ludzi w ogóle Icon_wink2 ).

-----------------------------------------------

Bob Dylan KNOCKIN' ON HEAVEN'S DOOR 1973 OST: Pat Garrett & Billy the Kid
w BTW od: ok. 2002-3, bo wtedy ze zdumieniem odkryłem, że nie ma żadnego Dylana w BTW




Głupio wyszło, bo dopiero co przy Lou Reedzie marudziłem na Dylana, a teraz nagle go umieszczam. Ale cóż mam powiedzieć - w tym przypadku akurat żaden cover nie daje rady przy oryginale (a wersja Gunsów wkurza na maxa. Zmasakrowali ten kawałek Icon_mad ). Możliwe, że to kwestia całkiem słodkiej jak na Boba produkcji - te chórki, fortepian, delikatne tła? Plus to, że lubię ten film? Ostatnie jednak na pewno nie, bo nie kojarzy mi się to w ogóle filmowo. Owszem, film lubię ale jakoś piosenki z nim nie wiążę. I odwrotnie. Nawet nie pamiętam, w którym momencie się pojawia (dawno oglądałem dodam na swe usprawiedliwienie). Tak czy inaczej - rzecz jest świetna i dlaczego Bob nie dostał za nią Oscara dla najlepszej filmowej piosenki roku 1973, pozostanie jedną z dziwnych tajemnic Akademii :roll: .

Ciekawostka: w oryginale podmiotem lirycznym jest zastępca szeryfa, który właśnie umiera i śpiewa nam ten kawałek na pożegnanie. Ale przez lata Dylan zmieniał słowa tego utworu w czasie występów i można było zmieniać tę interpretację.

Ciekawostka 2: rzecz stała się wręcz stałym elementem filmowych soundtracków. Wiki podaje conajmniej 16 filmów, w których znajdziemy ten utwór (oczywiście, w różnych wersjach, bo liczba coverów też jest olbrzymia. Lista, niepełna bo np. nie obejmuje Martyny Jakubowicz, tutaj: http://www.bjorner.com/songsk.htm#_Knockin' ).

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #87
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Ostatnie rozstrzygnięcia w konkursie. Przypomnę, został jeszcze 2 pytania, których nie rozwiązałem:

7. Ile utworów jest nie po angielsku? (żeby nie było - jeśli jest 1 zdanie nie po angielsku, to się nie liczy. Czyli dajmy na to - "Michelle" odpada. Cały albo chociaż większość musi być po innemu) (1p.)
8. Ile jest utworów instrumentalnych? (0p.)

Odpowiedzi to:
7. 6 (LA BAMBA, MILORD, NON JE NE REGRETTE RIEN, GYÖNGYHAJÚ LÁNY (DZIEWCZYNA O PERŁOWYCH WŁOSACH), JE T'AIME MOI NON PLUS, LES CHAMPS-ÉLYSÉES)
8. 9 (IN THE MOOD, MOONLIGHT SERENADE, TAKE FIVE, RED RIVER ROCK, BOUREE, SAMBA PA TI, STAR SPANGLED BANNER (Live at Woodstock), HOCUS POCUS aczkolwiek jest wokal, to trudno to nazwać słowami Icon_wink2 , więc potraktowałem go jako instrument, SLEEPY SHORES). Plus "zapomniany" LOVE STORY THEME, którego nie liczyłem.

Zatem - na pytanie 7 nikt dobrze nie odpowiedział . Najbliżej byli aaktt i thestranglers, ale za to nie ma punktów. Może w kolejnej części zmienię to, bo okazało się to bardzo trudnym pytaniem. Ale nawet gdybym im policzył po punkcie, to nie zmieniłoby to zwycięzcy.
Na pytanie 8 dobrze odpowiedział aaktt, ale nie dostaje punktu, bo to pytanie miało ważyć tylko w przypadku remisu.

Zatem ostateczna kolejność w konkursie wygląda tak:

Kertoip - 6 (1 punkt Znawca, 1 za lata 50-te, 1 za gradację, 1 za The Beatles, 1 za Abbey Road, 1 za 1969)
albarn - 5 (1 za gradację, 1 za The Beatles, 2 za Abbey Road, 1 za 1969)
aaktt - 4 (i pół Icon_wink2 ) (2 za 1939, 1 za gradację, 1 za The Beatles, "pół" za instrumentalne)
thestranglers - 4
(1 za gradację, 1 za The Beatles, 1 za Abbey Road, 1 za rok 1969)

Nagrodami dla zwycięzcy będzie płyta CD pewnego zespołu (waham się między dwoma, sądzę że jednak wybiorę CocoDraże Icon_smile2 ), płyta z uaktualnionym zestawem BTW (czyli z tymi 10 zapomnianymi kawałkami) do słuchania w zaciszu domowym lub w hałasie komunikacyjnym miasta, możliwe też że koszulka innego zespołu (też z kręgu TopOrbit). Uroczyste wręczenie miało się odbyć na najbliższym Zlocie LPP3, ale że zwycięzcy nie będzie, to trzeba będzie jakiś inny termin znaleźć na galę Icon_wink2 .
Jak dobrze pójdzie, to wszyscy uczestnicy konkursu otrzymają pdf-a z całym Topem, tak aby można było sobie czytać o piosenkach w trakcie jego słuchania (z mediaboxu lub miejsca, które wskaże). Będzie to nieco przeredagowana wersja tego, co tutaj wygryzmoliłem przez te prawie pół roku (bo język forowy jednak nie zawsze pasuje do języka papierowego że tak powiem). Ale tylko nieco, także nie oczekujcie jakieś super książki z tego Icon_razz . Zresztą - jest to dopiero w opracowaniu, stanąłem około roku 1961 i na razie nie mam czasu tego dalej kopiować.

Dziękuję wszystkim za czytanie i komentowanie!!! Icon_smile2

uff... to był długi i dość wyczerpujący topic...

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2012 12:35 PM przez Miszon.)
04.12.2012 12:35 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #88
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
I jeszcze obiecana lista wszystkich kawałków (podkreślone to te dodane w tym roku, które nie brały udziału w konkursie i statystykach. Aha - czy potrzebujecie jeszcze jakiś "specjalistycznych" statystyk? Icon_smile2 ):

Wykonawca TYTUŁ Rok Płyta
Glenn Miller Orchestra IN THE MOOD 1939 singiel
Glenn Miller Orchestra MOONLIGHT SERENADE 1939 singiel
Judy Garland OVER THE RAINBOW 1939 OST: The Wizard of Oz
The Ink Spots MAYBE 1940 singiel
The Ink Spots I DON'T WANT TO SET THE WORLD ON FIRE 1941 singiel
Louis Armstrong A KISS TO BUILD A DREAM ON 1951 singiel
Nat King Cole UNFORGETTABLE 1951 singiel
Bill Haley And His Comets (WE'RE GONNA) ROCK AROUND THE CLOCK 1954 Rock Around the Clock
Little Richard TUTTI FRUTTI 1955 singiel / 1956: OST: Don't Knock the Rock / 1957: Here's Little Richard
The Platters ONLY YOU (AND YOU ALONE) 1955 The Platters
Ella Fitzgerald MANHATTAN 1956 Ella Fitzgerald Sings the Rodgers and Hart Songbook
Elvis Presley HEARTBREAK HOTEL 1956 EP: Heartbreak Hotel / Elvis' Golden Records
Elvis Presley LOVE ME TENDER 1956 EP: Love Me Tender / Elvis' Golden Records
Elvis Presley HOUND DOG 1956 EP: The Real Elvis / Elvis' Golden Records
Gene Vincent and His Blue Caps BE-BOP-A-LULA 1956 singiel
Bill Haley And His Comets SEE YOU LATER ALLIGATOR 1956 singiel
Carl Perkins BLUE SUEDE SHOES 1956 singiel / 1956: Dance Album of...Carl Perkins
Little Richard LONG TALL SALLY 1956 singiel / OST: Don't Knock the Rock / 1957: Here's Little Richard
Chuck Berry ROLL OVER BEETHOVEN 1956 singiel / OST: Rock, Rock, Rock
Elvis Presley JAILHOUSE ROCK 1957 EP: Jailhouse Rock / Elvis' Golden Records
Paul Anka DIANA 1957 singiel
Jerry Lee Lewis GREAT BALLS OF FIRE 1957 singiel
Marylin Monroe I WANNA BE LOVED BY YOU 1958 OST: Some Like It Hot
Chuck Berry JOHNNY B. GOODE 1958 singiel / 1959: Chuck Berry Is on Top
Ritchie Valens LA BAMBA 1958 singiel / 1959: Ritchie Valens
Dave Brubeck Quartet TAKE FIVE 1959 Time Out
Edith Piaf MILORD 1959 Disque d’Or
Brenda Lee I'M SORRY 1960 Miss Dynamite
Chubby Checker LET'S TWIST AGAIN 1960 singiel
Johnny & The Hurricanes RED RIVER ROCK 1960 singiel
Ray Charles GEORGIA ON MY MIND 1960 The Genius Hits the Road
Dell Shannon RUNAWAY 1961 Runaway / 1986: OST: Crime Story
Audrey Hepburn MOON RIVER 1961 OST: Breakfast at Tiffany's
Ray Charles HIT THE ROAD JACK 1961 singiel
Ben E. King STAND BY ME 1961 singiel / 1962: Don't Play That Song!
John Lee Hooker BOOM BOOM 1962 Burnin'
Ray Charles I CAN'T STOP LOVING YOU 1962 Modern Sounds in Country and Western Music
Pat Boone SPEEDY GONZALES 1962 singiel
Edith Piaf NON, JE NE REGRETTE RIEN 1962 Récital 62
Gerry And The Pacemakers YOU'LL NEVER WALK ALONE 1963 How Do You Like It?
The Beatles I SAW HER STANDING THERE 1963 Please Please Me
The Beatles PLEASE PLEASE ME 1963 Please Please Me
The Beatles I WANT TO HOLD YOUR HAND 1963 singiel
The Trashmen SURFIN' BIRD 1963 singiel / 1964: Surfin' Bird
The Beatles A HARD DAY'S NIGHT 1964 A Hard Day's Night
The Beach Boys I GET AROUND 1964 All Summer Long
The Kinks YOU REALLY GOT ME 1964 Kinks
Roy Orbison OH, PRETTY WOMAN 1964 singiel / 1965: Orbisongs
The Animals HOUSE OF THE RISING SUN 1964 singiel / The Animals [US]
Simon And Garfunkel THE SOUND OF SILENCE 1964 Wednesday Morning, 3 A.M. / 1966: Sounds of Silence
Bob Dylan MR. TAMBOURINE MAN 1965 Bringing It All Back Home
Gerry And The Pacemakers FERRY CROSS THE MERSEY 1965 Ferry Cross the Mersey
The Beatles YESTERDAY 1965 Help!
The Righteous Brothers UNCHAINED MELODY 1965 Just Once in My Life
The Who MY GENERATION 1965 My Generation
The Rolling Stones (I CAN'T GET NO) SATISFACTION 1965 singiel / Out of Our Heads [US]
James Brown I GOT YOU (I FEEL GOOD) 1965 singiel / 1966: I Got You (I Feel Good)
The Mamas & The Papas CALIFORNIA DREAMIN' 1965 singiel / 1966: If You Can Believe Your Eyes and Ears
The Troggs WILD THING 1966 From Nowhere - The Trogg
Nancy Sinatra BANG BANG (MY BABY SHOT ME DOWN) 1966 How Does That Grab You?
James Brown IT'S A MAN'S MAN'S MAN'S WORLD 1966 It's a Man's Man's Man's World
The Beach Boys GOD ONLY KNOWS 1966 Pet Sounds
The Beach Boys GOOD VIBRATIONS 1966 singiel / 1967: Smiley Smile
Herman’s Hermits NO MILK TODAY 1966 singiel / 1967: There's a Kind of Hush All Over the World
Janis Joplin SUMMERTIME 1966 singiel / 1968: Cheap Thrills
Frank Sinatra STRANGERS IN THE NIGHT 1966 Strangers in the Night
Percy Sledge WHEN A MAN LOVES A WOMAN 1966 When a Man Loves a Woman
Jimi Hendrix Experience FIRE 1967 Are You Experienced?
Jimi Hendrix Experience HEY JOE 1967 Are You Experienced? [US]
The Moody Blues NIGHTS IN WHITE SATIN 1967 Days of Future Passed
Cream SUNSHINE OF YOUR LOVE 1967 Disraeli Gears
Aretha Franklin RESPECT 1967 I Never Loved a Man the Way I Love You
The Beatles I AM THE WALRUS 1967 Magical Mystery Tour
Procol Harum A WHITER SHADE OF PALE 1967 Procol Harum [US]
The Beatles LUCY IN THE SKY WITH DIAMONDS 1967 Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band
The Beatles A DAY IN THE LIFE 1967 Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band
Gene Pitney SOMETHING'S GOTTEN HOLD OF MY HEART 1967 singiel
Scott McKenzie SAN FRANCISCO (BE SURE TO WEAR SOME FLOWERS IN YOUR HAIR) 1967 singiel / The Voice of Scott McKenzie
The Beatles ALL YOU NEED IS LOVE 1967 singiel / Magical Mystery Tour
The Doors BREAK ON THROUGH (TO THE OTHER SIDE) 1967 The Doors
The Doors LIGHT MY FIRE 1967 The Doors
The Doors THE END 1967 The Doors
Leonard Cohen SUZANNE 1967 The Songs of Leonard Cohen
Aretha Franklin THINK 1968 Aretha Now
Simon And Garfunkel MRS. ROBINSON 1968 Bookends
Big Brother and the Holding Company PIECE OF MY HEART 1968 Cheap Thrills
Jimi Hendrix Experience ALL ALONG THE WATCHTOWER 1968 Electric Ladyland
Mia Farrow LULLABY 1968 OST: Rosemary's Baby
Deep Purple HUSH 1968 Shades of Deep Purple
The Beatles HEY JUDE 1968 singiel
Louis Armstrong WHAT A WONDERFUL WORLD 1968 singiel
Steppenwolf BORN TO BE WILD 1968 Steppenwolf
The Beatles WHILE MY GUITAR GENTLY WEEPS 1968 The Beatles
Mama Cass with the Mamas & the Papas DREAM A LITTLE DREAM OF ME 1968 The Papas & The Mamas
Omega GYÖNGYHAJÚ LÁNY (DZIEWCZYNA O PERŁOWYCH WŁOSACH) 1969 10.000 lepes
The Beatles SOMETHING 1969 Abbey Road
The Beatles I WANT YOU (SHE'S SO HEAVY) 1969 Abbey Road
The Beatles HERE COMES THE SUN 1969 Abbey Road
The Beatles BECAUSE 1969 Abbey Road
The Beatles GOLDEN SLUMBERS 1969 Abbey Road
Shocking Blue VENUS 1969 At Home
Creedence Clearwater Revival PROUD MARY 1969 Bayou Country
Blood, Sweat And Tears SPINNING WHEEL 1969 Blood, Sweat And Tears
Led Zeppelin BABE I'M GONNA LEAVE YOU 1969 Led Zeppelin
Led Zeppelin WHOLE LOTTA LOVE 1969 II
King Crimson 21ST CENTURY SCHIZOID MAN 1969 In the Court of the Crimson King: An Observation by King Crimson
King Crimson I TALK TO THE WIND 1969 In the Court of the Crimson King: An Observation by King Crimson
King Crimson EPITAPH 1969 In the Court of the Crimson King: An Observation by King Crimson
King Crimson IN THE COURT OF THE CRIMSON KING 1969 In the Court of the Crimson King: An Observation by King Crimson
Serge Gainsbourg & Jane Birkin JE T'AIME MOI NON PLUS 1969 Jane Birkin/Serge Gainsbourg
Joe Dassin LES CHAMPS-ÉLYSÉES 1969 Les Champs-Élysées
Frank Sinatra MY WAY 1969 My Way
David Bowie SPACE ODDITY 1969 Space Oddity
Jethro Tull BOUREE 1969 Stand Up
Joe Cocker WITH A LITTLE HELP FROM MY FRIENDS 1969 With a Little Help from My Friends
King Crimson PICTURES OF A CITY 1970 In the Wake of Poseidon
King Crimson IN THE WAKE OF POSEIDON 1970 In the Wake of Poseidon
Santana SAMBA PA TI 1970 Abraxas
George Harrison ALL THINGS MUST PASS 1970 All Things Must Pass
George Harrison MY SWEET LORD 1970 All Things Must Pass
Simon And Garfunkel BRIDGE OVER TROUBLED WATER 1970 Bridge Over Troubled Water
Carpenters (THEY LONG TO BE) CLOSE TO YOU 1970 Close To You
Deep Purple CHILD IN TIME 1970 Deep Purple In Rock
Led Zeppelin IMMIGRANT SONG 1970 III
Led Zeppelin SINCE I'VE BEEN LOVING YOU 1970 III
Derek And The Dominos LAYLA 1970 Layla and Other Assorted Love Songs
The Beatles LET IT BE 1970 Let It Be
Cat Stevens LADY D'ARBANVILLE 1970 Mona Bone Jakon
Francis Lai LOVE STORY THEME 1970 OST: Love Story
Black Sabbath IRON MAN 1970 Paranoid
Black Sabbath PARANOID 1970 Paranoid
Black Sabbath WAR PIGS 1970 Paranoid
Creedence Clearwater Revival HAVE YOU EVER SEEN THE RAIN? 1970 Pendulum
Mungo Jerry IN THE SUMMERTIME 1970 singiel / 1971: Electronically Tested
Cat Stevens WILD WORLD 1970 Tea for the Tillerman
Country Joe McDonald I FEEL LIKE I'M FIXIN' TO DIE RAG (Live at Woodstock) 1970 Woodstock: Music from the Original Soundtrack and More
Ten Years After I'M GOING HOME (FROM WOODSTOCK) 1970 Woodstock: Music from the Original Soundtrack and More
Jimi Hendrix Experience STAR SPANGLED BANNER (Live at Woodstock) 1970 Woodstock: Music from the Original Soundtrack and More
Led Zeppelin BLACK DOG 1971 (IV symbols)
Led Zeppelin ROCK AND ROLL 1971 (IV symbols)
Led Zeppelin STAIRWAY TO HEAVEN 1971 (IV symbols)
Ten Years After I'D LOVE TO CHANGE THE WORLD 1971 A Space in Time
Don McLean AMERICAN PIE 1971 American Pie
Jethro Tull AQUALUNG 1971 Aqualung
Pink Floyd ATOM HEART MOTHER 1971 Atom Heart Mother
John Lennon IMAGINE 1971 Imagine
John Lennon JEALOUS GUY 1971 Imagine
Bill Withers AIN'T NO SUNSHINE 1971 Just as I Am
The Doors LA WOMAN 1971 L.A.Woman
The Doors RIDERS ON THE STORM 1971 L.A.Woman
Uriah Heep JULY MORNING 1971 Look at Yourself
Focus HOCUS POCUS 1971 Moving Waves
Nilsson WITHOUT YOU 1971 Nilsson Schmilsson
Janis Joplin MERCEDES BENZ 1971 Pearl
Emerson, Lake & Palmer PROMENADE / THE SAGE 1971 Pictures at an Exhibition
John and Yoko, The Plastic Ono Band with the Harlem Community Choir HAPPY XMAS (WAR IS OVER) 1971 singiel
The Rolling Stones WILD HORSES 1971 Sticky Fingers
The Who BABA O'RILEY 1971 Who's Next
The Who BEHIND BLUE EYES 1971 Who's Next
Deep Purple LAZY 1972 Machine Head
Deep Purple HIGHWAY STAR 1972 Machine Head
Deep Purple SMOKE ON THE WATER 1972 Machine Head
Thin Lizzy WHISKEY IN THE JAR 1972 singiel
Johnny Pearson and His Orchestra SLEEPY SHORES 1972 Sleepy Shores
Elvis Presley ALWAYS ON MY MIND 1972 SP: Separate Ways
David Bowie ZIGGY STARDUST 1972 The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
Lou Reed PERFECT DAY 1972 Transformer
The Eagles DESPERADO 1973 Desperado
Bob Dylan KNOCKIN' ON HEAVEN'S DOOR 1973 OST: Pat Garrett & Billy the Kid

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #89
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
UWAGA UWAGA! Pokusiłem się o coś dla mnie kompletnie nieprzewidywalnego i niesamowitego! Mianowicie - wybrałem z tego grona ok. 160 utworów 11 absolutnie ulubionych. I to czysto subiektywnie! Icon_smile2
Oto one:

Judy Garland OVER THE RAINBOW 1939 OST: The Wizard of Oz
Little Richard TUTTI FRUTTI 1955 singiel / 1956: OST: Don't Knock the Rock / 1957: Here's Little Richard
Jerry Lee Lewis GREAT BALLS OF FIRE 1957 singiel
Audrey Hepburn MOON RIVER 1961 OST: Breakfast at Tiffany's
The Animals HOUSE OF THE RISING SUN 1964 singiel / The Animals [US]
The Mamas & The Papas CALIFORNIA DREAMIN' 1965 singiel / 1966: If You Can Believe Your Eyes and Ears
Jimi Hendrix Experience HEY JOE 1967 Are You Experienced? [US]
The Beatles ALL YOU NEED IS LOVE 1967 singiel / Magical Mystery Tour
Louis Armstrong WHAT A WONDERFUL WORLD 1968 singiel
Simon And Garfunkel BRIDGE OVER TROUBLED WATER 1970 Bridge Over Troubled Water
The Beatles LET IT BE 1970 Let It Be

W 100% nie jestem pewny tej jedenastki, ale można powiedzieć, że jakoś tak to szło Icon_wink2 .

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
04.12.2012 12:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 5,742
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 0
Post: #90
RE: Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.1.
Uaktualnienie:

kawałki, które dodałem do tej części Topu w listopadzie 2012:

Gene Kelly SINGIN' IN THE RAIN 1952 OST: Singin' in the Rain
Neil Sedaka OH! CAROL 1958 singiel / 1961: Neil Sedaka Sings Little Devil and His Other Hits
The Who MY GENERATION 1965 My Generation
Jefferson Airplane WHITE RABBIT 1967 Surrealistic Pillow
Santana BLACK MAGIC WOMAN / GYPSY QUEEN 1970 Abraxas
Santana OYE COMO VA 1970 Abraxas

zaś w tym roku dodałem:
Elvis Presley CAN'T HELP FALLING IN LOVE 1961 Blue Hawaii
Harry Nilsson EVERYBODY'S TALKIN' 1968 Aerial Ballet - jestem w szoku, że o tym zapomniałem...
King Crimson CAT FOOD 1970 In the Wake of Poseidon - to zapowiadałem już pisząc o tej płycie Crimsonów
Simon And Garfunkel THE BOXER 1970 Bridge Over Troubled Water - to też zapowiadałem, że dodam
Yes ROUNDABOUT 1971 Fragile
Yes CLOSE TO THE EDGE 1971 Close to the Edge - przemyślałem sprawę, że obciach brak Yesów przed 1973

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&num...gewidget=1]
30.07.2013 12:41 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Bezustanny Top WszechCzasów I.5 Miszon 199 10,735 06.05.2019 08:21 PM
Ostatni post: Miszon
  Bezustanny Top WszechCzasòw odsłona I.4 (1989-1994) Miszon 14 2,094 28.08.2018 02:22 PM
Ostatni post: AKT!
  Bezustanny Top Wszechczasów - odsłona I.3 (1982-1990) Miszon 161 29,403 28.10.2016 12:56 PM
Ostatni post: Miszon

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości